A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

czwartek, 27 października 2016

XXXI Bieg Barbórkowy - trochę sentymentalnie - 16.10.2016

16 października 2016 odbyła się 31 edycja Biegu Barbórkowego w Lubinie. W biegu tym wystartowało 1489 biegaczy. To były moje pierwsze zawody na 10 km w których brałem udział. Wcześniej nie startowałem na tym dystansie gdyż po prostu nie czułem się gotowy i jakoś nie miałem parcia na szkło ;-) Generalnie nie mam jakiegoś wielkiego ciśnienia aby brać udział w zawodach zbyt często a wybór biegu na który się zapisuję lub zapisywać będę, staram się zawsze dobrze przemyśleć. Mój bardzo dobry kolega twierdzi, że jestem zbyt dokładny i zbyt racjonalny w swoich działaniach. Cóż, nic dodać nic ująć, jestem po prostu realistą i spontaniczne decyzje nie pojawiają się u mnie zbyt często.
 Wracając do samego biegu, plan w zasadzie miałem taki aby uzyskać po prostu dobry czas na miarę moich możliwości. Czułem, że fizycznie jestem już przygotowany i wiedziałem, że bieg na "dychę" w tempie startowym jestem w stanie pobiec. Pakiet startowy odebrałem dzień wcześniej. W dniu biegu nie było za ciepło, jednak należy pamiętać ,że to już jednak październik. Po wystartowaniu postanowiłem trzymać równe a za razem szybsze niż zwyczajowo tempo (w końcu to zawody) a plan kiedy przyspieszyć rodził mi się w głowie już na trasie. Pierwszą myślą było przyspieszenie od 5 km ale po minięciu tego dystansu czułem, że "wypluje" sobie płuca i nic dobrego z tego nie wyniknie. Gdy minąłem 8 km, przyspieszyłem co sił w nogach i w zasadzie biegłem już tak prawie do mety przed, którą ostatnie metry to był już chyba max moich możliwości. Ostatecznie udało pobić mi się rekord życiowy na 10 km tj. 46:15 z czasem oficjalnym samego biegu 46:23


Bieg rewelacyjnie pobiegł również mój brat Marcin z czasem netto 44:30
Sam bieg był dla mnie bardzo refleksyjny bowiem cały czas myślałem o moim Tacie, który także brał udział w biegach barbórkowych i nie tylko. Szkoda, że nie doczekał tej chwili kiedy trzech Owczarów biegło by razem. Zawsze kiedy biegam, pływam, myślę o Tacie i wiem, że gdzieś tam wysoko cieszy się z tego jaki przykład i zamiłowanie do sportu zostawił nam po sobie.

Fotki z Biegu Barbórkowego

 

                                           Tutaj ja i brat w oczekiwaniu na start



Na mecie uchwycone przez moją żonkę :-)



                                                        Pamiątkowy medal


 Od lewej brat, ja i mama


Dyplomy Taty z podobnych dystansów. Jest z kogo brać przykład !

       

 

             

niedziela, 16 października 2016

Sprawy bieżące. Realizacja celów - 09.2016

Trzy miesiące od ostatniego wpisu minęły szybciutko i ..... pracowicie.
Troszkę więc o sprawach bieżących.
Problemy z nogą występują nadal.  Zmalały one jednak na tyle ,że mogę biegać, choć do pełnego komfortu jest jeszcze daleko.
Shin Splints - bo taką mam przypadłość nie daje o sobie zapomnieć. W necie znalazłem pewną diagnozę jaką po wielu - tak po WIELU ! latach otrzymał jeden z biegaczy od ,któregoś już z kolei, tym razem na szczęście kompetentnego lekarza:
 "Karolu, masz niewielkie skrzywienia obu kości piszczelowych. Poza tym masz delikatne płaskostopie. Przypadków takich, jak Twój jest wiele, tyle że u ludzi nieaktywnych fizycznie nie objawia się to takimi dolegliwościami.
Zakrzywione piszczele to pamiątka z dzieciństwa (miękkie kości dziecka są bardzo plastyczne czyli podatne na skrzywienia), płaskostopie też. Nierównomierny nacisk na piszczele w połączeniu z płaską stopą zmuszają mięśnie (brzuchaty łydki, płaszczkowaty i mięśnie piszczelowe) do wzmożonej pracy. Dochodzi do rozerwania włókien mięśni a przy tym często pojawia się też zapalenie okostnej piszczeli. I to było to."
 

W tym, przypadku pomogły specjalne wkładki do butów. (Link do artykułu Tutaj)
     Generalnie, buty w których biegam dobierałem właśnie z odpowiednim wzmocnieniem gdyż mam stopy pronujące a i tak nie uchroniło mnie to od tych dolegliwości :-(
Co do treningów to w dalszym ciągu oprócz biegania skupiam się na treningach ogólnorozwojowych, które w efekcie bieganiu mają pomagać.
Przykładowy screen moich treningów z września 2016:


W ostatnim czasie wyczytałem taką mądrość, że aby przejść do właściwych treningów biegowych potrzeba jest ponad roku przygotowań aby wzmocnić ciało i przygotować się do obciążeń jakie towarzyszą bieganiu. Nie ma też mowy o poprawie szybkości, bicia rekordów czy wreszcie uniknięcia kontuzji bez treningów obwodowych. W listopadzie mija mi właśnie rok od podjęcia dodatkowych treningów a jednak za szybka chęć sprawdzenia swoich możliwości okazała się dla mnie zgubna i takie szybkie biegi jak majowy
Bieg Łabędzi w Ścinawie lub czerwcowy Bieg Kopernika w Lubinie  mają swoje konsekwencje do dnia dzisiejszego.
    Suplementy, które przyjmuję a o których pisałem tutaj, mogę powiedzieć, że działają korzystnie. Witaminy są super, dzięki nim udało mi się uniknąć zarażenia się infekcjami, które nękały moje dzieci a były i w domu zastrzyki, przeziębienia i typowe "smarkanie" jak na porę jesienną przystało. W najbliższym czasie zaszczepię się na grypę co czynię rok w rok.
  Aktualnie witaminy na dzień i na noc zmieniłem na takie:
Od poprzednich różnią się przede wszystkim tym, że łatwiej je połknąć gdyż kapsułka jest dwa razy mniejsza.
    Natomiast stawy smaruję tym:


Od poprzedniego "smaru" różni się tym, że są to kapsułki a nie proszek do rozrabiania w wodzie.

REALIZACJA CELÓW

Cele jakie na ten rok sobie wyznaczyłem nie były tu jednoznacznie określone. Oczywiście celem było ukończenie programu biegowego od zera do 45 minut ciągłego wysiłku, później godziny. Gdy spokojnie byłem w stanie biegać 10 km non stop zrodził mi się plan aby w tym dystansie pokonać barierę 50 minut. W między czasie pojawiły się już tzw. dłuższe wybiegania - najdłuższe 16,5 km 11 września 2016. Wreszcie całkowitym zaskoczeniem był trening z 27 września b.r. kiedy to udało mi się pokonać barierę 50 minut na 10 km:


Skutkiem tego biegu był nawrót bólu w okolicach piszczeli lewego podudzia i w konsekwencji ratunkowa wizyta w salonie masażu, u Przemka Januchty w Lubinie. Link do strony gabinetu masażu Tutaj. Przemek jest zawodowym biegaczem więc naprawdę może pomóc, polecam.

Nie dając za wygraną i dalej drążąc przysłowiową skałę zakupiłem tzw. roller 
Roller czyli piankowy wałek do masażu, to przyrząd będący świetnym uzupełnieniem ćwiczeń regenerujących po treningu. Masowanie napiętych mięśni za pomocą wałka rozluźnia je, poprawia ich elastyczność i kurczliwość

Na te chwilę rollowałem się dopiero dwa razy i jest za szybko aby napisać o efektach. Mogę natomiast powiedzieć, że rolowanie nie jest takie proste a na pewno nie jest przyjemne.
Ze spraw bieżących to by było chyba na tyle. W następnym artykule napiszę jak mi poszło w moim pierwszym biegu Barbórkowym w którym brałem udział właśnie dzisiaj 16 października.