A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

piątek, 20 września 2019

Mała Pętla Izerska - 20.07.2019





20.07.2019 w ramach Izerskiego Weekendu Biegowego wymyśliłem sobie, udział na dystansie 10 km w nieco górzystym terenie w tzw. Małej Pętli Izerskiej.

Choć udział w biegu wziąłem z infekcją gardła i nie do końca wyciszonym przeciążeniem prawej nogi (przywodziciel ?) to start uważam w pełni za udany. Jak zwykle mogłem liczyć na wsparcie mojej kochanej żonki 👄 bez której zazwyczaj biega mi się zdecydowanie gorzej 😉

Wstępnie planowałem pobiec rekreacyjnie a jednak na starcie coś we mnie zaiskrzyło i postanowiłem pobiec nieco szybciej niż to wcześniej zakomunikowałem 😁 Wcześniej nie za wiele trenowałem podbiegi więc pewnie mój trener nieco mógł się zdziwić takim pomysłem 🤔 a jednak nie dał po sobie tego znać bo w mojej rozpisce na dzień zawodów było jasne napisane: "Ogień!!! tylko nie spal się na pierwszych 1-4km 🙂!!! uważaj pod górkę!!!" Więc co miałem robić 😂



Sama trasa to 5 km podbiegu i tu jestem z siebie dumny, że nie odpaliłem trybu marszu tylko wolno bo wolno ale jednak pod te wzniesienia wbiegałem. 


Kolejne 5 km to w zasadzie wariacki zbieg i tu mogli popisać się wytrawni biegacze naprawdę fajnymi prędkościami. Jednak trochę mnie to zaskoczyło, bo ile i jak długo można "napitalać" 🤪 w dół z wysoką prędkością. 

Od 6 km rozpędzałem się ile mogłem a wyglądało to tak: na 6 km średnia 5:19 i kolejno 4:31, 4:21, 4:34, 4:31 i na metę troszkę ciut wolniej 4:29 ale to bardziej z obawy o odnowienie kontuzji. Na mecie czekała już na mnie moja Wiola i wierzcie mi, że wiedząc o tym ,że ktoś na Ciebie czeka to jak dodatkowa motywacja.
Po biegu udało mi się jeszcze dostać pod ręce masażysty co przyniosło moim nogą dużą ulgę.
Mój czas 00:53:42 to oczywiście wypadkowa wielu czynników i nie ma co stękać 😜