W sporcie jak w życiu, jedno się kończy a inne się zaczyna. Mam tu na myśli pewne etapy przez jakie my amatorzy musimy przejść.
Do wszystkiego dochodzimy sami z większymi lub mniejszymi sukcesami. Na swojej drodze napotykamy różne przeciwności losu. Kto bowiem nie miał kontuzji niech pierwszy "rzuci kamień" Z biegiem czasu stajemy się jednak coraz bardziej sprawniejsi, pojawiają się starty w pierwszych zawodach. A ,że jesteśmy ambitni, chcemy pobijać swoje rekordy życiowe. Jednym słowem nabieramy większego doświadczenia.
Całą swoją sportową drogę - drogę biegacza 😉, można podzielić na pięć etapów. Są one doskonale opisane przez Jeffa Galloway w jego autorskiej książce. Pozwolę sobie pokrótce odnieść się do nich, prześwietlając na ich tle samego siebie. Wydaje mi się, że każdy z nas musi ! przejść przez te wszystkie etapy co jest naturalną sprawą i pojawia się samoistnie wraz z upływem czasu. Prędkość z jaką przechodzimy przez te etapy i czas jaki poświęcamy każdemu z nich to bardzo indywidualna sprawa, zależna m.in. od wieku, uwarunkowań fizycznych, relacji rodzinnych, spraw zawodowych i wielu, wielu innych czynników z jakimi przychodzi nam się mierzyć w codziennym życiu. Czytając liczne fora na Facebooku, bardzo często spotykam tam posty osób, które skaczą w sposób bardzo chaotyczny po tych pięciu szczeblach owej drogi i nie są jeszcze zdecydowane po której stronie mocy chcą być 😊 Przejdę zatem do etapów w których już byłem, zatrzymując się nieco dłużej na ostatnim z którym wiąże moje najbliższe lata.
POCZĄTKUJĄCY (rok 2014)
Tego momentu nie zapomnę nigdy, głównie przez błędy jakie popełniałem na początku. Z perspektywy czasu, uważam jednak, że było nawet ciekawie i zabawnie 😁 Wszystko to już opisałem kiedyś: TU
ENTUZJASTA
Na tym etapie czułem się już znacznie pewniej. Poznawałem "nowy świat" i coraz bardziej uzależniałem się od aktywności sportowej. Miewałem różne kontuzje, ale nie do końca umiałem zidentyfikować przyczyny ich powstawania. Powoli też zaczynałem odczuwać potrzebę rywalizacji.
ZAWODNIK
Tutaj brałem wszystko jak leciało. Częste udziały w zawodach powodowały chęć polepszania swoich rekordów życiowych. Zastanawiałem się nad konkretnymi rozwiązaniami treningowymi mającymi na celu przybliżenie mnie do tych rekordów. Jednym słowem zacząłem się dość szybko uczyć zasad i reguł jakie musiałem spełniać podczas swoich treningów. Na swój sposób stałem się expertem i wydawało mi się, że już wiem naprawdę dużo. Przyjemność z biegania, często ustępowała jakiejś niezdrowej rywalizacji o bycie coraz lepszym i jeszcze szybszym biegaczem. Dochodziło do długotrwałego zmęczenia i momentów długiej stagnacji. Po prostu i nie rozumiałem stanu do jakiego się doprowadziłem. Dopiero potem poznałem wcześniej nieznany mi termin - przetrenowanie.
SPORTOWIEC
Coraz mocniej interesowała mnie jakość treningów. Chciałem być bardziej profesjonalny i odpowiedzialniej wyznaczać swoje plany startowe. Potrzebowałem do tego jakiegoś nowego impulsu w efekcie czego nawiązałem odpłatną współpracę z trenerem biegania. Bardzo restrykcyjnie podszedłem do realizacji rozpisywanych mi treningów. Wskoczyłem na tzw. wyższy lewel 😉 Nauczyłem się, pewnych zasad, które z czasem zaowocowały większymi prędkościami jakimi mogłem biegać oraz nowymi rekordami życiowymi na których przecież tak bardzo mi zależało. O początkach mojej współpracy z trenerem biegania możecie poczytać: TU
BIEGACZ
Mijały dwa lata ciężkiej pracy pod okiem trenera a ja powoli czułem, że czas na zmiany. Miałem już za sobą te wszystkie wcześniejsze etapy i potrafiłem racjonalnie ocenić w jakim kierunku powinienem dalej iść. Swoje przemyślenia w tym temacie, również spisałem w jednym ze swoich artykułów: TU
Obecnie ważniejsza dla mnie jest swojego rodzaju równowaga pomiędzy życiem rodzinnym, treningami a współzawodnictwem. Coraz bardziej zacząłem doceniać spokój i refleksję jakie towarzyszą mojemu samotnemu bieganiu, więc swój udział w zawodach również mocno ograniczyłem. W zasadzie planuję zrezygnować ze startów ulicznych do absolutnego minimum na konto tych bardziej crossowych lub biegów górskich. Rekordy życiowe jak się jeszcze pojawią z pewnością będą miłym zaskoczeniem. Tym czasem całą swoją radość chcę przekierować nie na rywalizację ale na czystą przyjemność jaką daje bieganie, oraz cała moja aktywność sportowa.
Już teraz odkryłem nowy i bardzo ciekawy sposób na swoje trenowanie, bez tzw. spiny, co pozwala mi na bardziej elastyczne i zupełnie nowe podejście, jakże inne niż do tej pory praktykowane. Ale o tym szerzej napiszę za parę miesięcy 😖


jak pobijanie własnych rekordów życiowych
Ostatnie, rekordowe 5 km ,wpadło ponad 16 miesięcy temu.





szybowało bardzo wysoko
Wypiłem trochę minerałów ,zjadłem ciastko, porozciągałem się, zrobiłem parę przebieżek i tak przygotowany, stanąłem 4 minuty przed czasem na starcie.
ale pozwoliło mi zająć dość dobrą pozycję na czele 




