A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

niedziela, 4 grudnia 2016

I Poznański Bieg Niepodległości - 11.11.2016

Bieg w Poznaniu na dystansie 10 km planowany na dzień 11.11.2016 przyciągnął moją uwagę już półtora miesiąca wcześniej. O samym biegu dowiedziałem się z Facebooka gdzie organizatorzy biegu zaprezentowali bardzo ładny medal. Medal inny niż te, które do tej pory widziałem,
                        
 oraz to ,że w biegu tym limit uczestników to aż 10 000 co powoduje, że jest to największy bieg niepodległości w Polsce zaliczany do Narodowego Biegu 100-lecia. Pomyślałem, że będzie to nowe doświadczenie i kolejny mój udział w zawodach na dystansie 10 km. W biegu barbórkowym poszło mi całkiem dobrze więc czemu i tym razem miałoby być inaczej :-) Po intensywnych przygotowaniach przyszedł dzień wyjazdu. Zerwałem się z samego rana aby dostać się do Poznania odpowiednio wcześniej celem odebrania pakietu startowego. Pokrótce logistyka była następująca: 5.30 wyjazd, 7-9 odbiór pakietu, 10.00 start. Jakież było moje rozczarowanie totalnym brakiem przygotowania sposobu wydawania pakietów startowych. Kilkudziesięciometrowe kolejki po odbiór numeru startowego i kolejna taka sama kolejka po odbiór tandetnej koszulki i w dodatku w rozmiarze innym niż zamawiałem bo mojego już brakło :-( Całe szczęście, że na starcie ustawiłem się z samego przodu w strefie czasowej dla zawodowców bo istniało prawdopodobieństwo ,że braknie dla mnie medalu oraz ,że w ogóle będę miał problem z przekroczeniem linii mety z powodu korka. Meta była bowiem tak wąska, że ludzie stali po parę minut aby w ogóle ją przekroczyć a i brak medali dla kilkunastu osób faktycznie miał miejsce.
  Wrócę na chwilkę do wspomnianych stref czasowych. W masowych biegach jest bowiem tak, że są ustalone strefy czasowe przy, których należy się ustawić. Jeśli ja wiem, że dystans 10 km biegnę w określonym czasie to przy takiej strefie powinienem się ustawić. O tym wszystkim dowiedziałem się po biegu od mojego brata Marcina, który w tych zawodach też brał udział.
  Ustawiając się na samym starcie z zawodowymi biegaczami po rozpoczęciu biegu mocno zdziwiłem się, że na dzień dobry wyprzedziło mnie kilkaset osób. Biegłem co sił w nogach a jednak ciągle byłem wyprzedzany ! Już po biegu wszystko się wyjaśniło he he :-)
   Sam bieg ulicami Poznania starałem się utrzymywać w dość wysokim tempie i tak jak przy poprzednich biegach na jakieś 2 km przed metą sukcesywnie przyspieszałem. Bieg ukończyłem z czasem netto 46:29 i biorąc pod uwagę bardzo wczesną pobudkę, temperaturę oscylującą w granicach zera ,uważam ten czas za przyzwoity. W przyszłości jednak zastanowię, się czy brać udział w tak dużych biegach.... 
     Tradycyjnie już wklejam parę fotek dokumentujących mój udział w biegu:
Przed biegiem razem z bratem.

Przed samym startem.


Podczas biegu.

Zmęczony i szczęśliwy :-)

Rekordy życiowe odnotowane przez Endomondo podczas tego biegu ! :-)






czwartek, 27 października 2016

XXXI Bieg Barbórkowy - trochę sentymentalnie - 16.10.2016

16 października 2016 odbyła się 31 edycja Biegu Barbórkowego w Lubinie. W biegu tym wystartowało 1489 biegaczy. To były moje pierwsze zawody na 10 km w których brałem udział. Wcześniej nie startowałem na tym dystansie gdyż po prostu nie czułem się gotowy i jakoś nie miałem parcia na szkło ;-) Generalnie nie mam jakiegoś wielkiego ciśnienia aby brać udział w zawodach zbyt często a wybór biegu na który się zapisuję lub zapisywać będę, staram się zawsze dobrze przemyśleć. Mój bardzo dobry kolega twierdzi, że jestem zbyt dokładny i zbyt racjonalny w swoich działaniach. Cóż, nic dodać nic ująć, jestem po prostu realistą i spontaniczne decyzje nie pojawiają się u mnie zbyt często.
 Wracając do samego biegu, plan w zasadzie miałem taki aby uzyskać po prostu dobry czas na miarę moich możliwości. Czułem, że fizycznie jestem już przygotowany i wiedziałem, że bieg na "dychę" w tempie startowym jestem w stanie pobiec. Pakiet startowy odebrałem dzień wcześniej. W dniu biegu nie było za ciepło, jednak należy pamiętać ,że to już jednak październik. Po wystartowaniu postanowiłem trzymać równe a za razem szybsze niż zwyczajowo tempo (w końcu to zawody) a plan kiedy przyspieszyć rodził mi się w głowie już na trasie. Pierwszą myślą było przyspieszenie od 5 km ale po minięciu tego dystansu czułem, że "wypluje" sobie płuca i nic dobrego z tego nie wyniknie. Gdy minąłem 8 km, przyspieszyłem co sił w nogach i w zasadzie biegłem już tak prawie do mety przed, którą ostatnie metry to był już chyba max moich możliwości. Ostatecznie udało pobić mi się rekord życiowy na 10 km tj. 46:15 z czasem oficjalnym samego biegu 46:23


Bieg rewelacyjnie pobiegł również mój brat Marcin z czasem netto 44:30
Sam bieg był dla mnie bardzo refleksyjny bowiem cały czas myślałem o moim Tacie, który także brał udział w biegach barbórkowych i nie tylko. Szkoda, że nie doczekał tej chwili kiedy trzech Owczarów biegło by razem. Zawsze kiedy biegam, pływam, myślę o Tacie i wiem, że gdzieś tam wysoko cieszy się z tego jaki przykład i zamiłowanie do sportu zostawił nam po sobie.

Fotki z Biegu Barbórkowego

 

                                           Tutaj ja i brat w oczekiwaniu na start



Na mecie uchwycone przez moją żonkę :-)



                                                        Pamiątkowy medal


 Od lewej brat, ja i mama


Dyplomy Taty z podobnych dystansów. Jest z kogo brać przykład !

       

 

             

niedziela, 16 października 2016

Sprawy bieżące. Realizacja celów - 09.2016

Trzy miesiące od ostatniego wpisu minęły szybciutko i ..... pracowicie.
Troszkę więc o sprawach bieżących.
Problemy z nogą występują nadal.  Zmalały one jednak na tyle ,że mogę biegać, choć do pełnego komfortu jest jeszcze daleko.
Shin Splints - bo taką mam przypadłość nie daje o sobie zapomnieć. W necie znalazłem pewną diagnozę jaką po wielu - tak po WIELU ! latach otrzymał jeden z biegaczy od ,któregoś już z kolei, tym razem na szczęście kompetentnego lekarza:
 "Karolu, masz niewielkie skrzywienia obu kości piszczelowych. Poza tym masz delikatne płaskostopie. Przypadków takich, jak Twój jest wiele, tyle że u ludzi nieaktywnych fizycznie nie objawia się to takimi dolegliwościami.
Zakrzywione piszczele to pamiątka z dzieciństwa (miękkie kości dziecka są bardzo plastyczne czyli podatne na skrzywienia), płaskostopie też. Nierównomierny nacisk na piszczele w połączeniu z płaską stopą zmuszają mięśnie (brzuchaty łydki, płaszczkowaty i mięśnie piszczelowe) do wzmożonej pracy. Dochodzi do rozerwania włókien mięśni a przy tym często pojawia się też zapalenie okostnej piszczeli. I to było to."
 

W tym, przypadku pomogły specjalne wkładki do butów. (Link do artykułu Tutaj)
     Generalnie, buty w których biegam dobierałem właśnie z odpowiednim wzmocnieniem gdyż mam stopy pronujące a i tak nie uchroniło mnie to od tych dolegliwości :-(
Co do treningów to w dalszym ciągu oprócz biegania skupiam się na treningach ogólnorozwojowych, które w efekcie bieganiu mają pomagać.
Przykładowy screen moich treningów z września 2016:


W ostatnim czasie wyczytałem taką mądrość, że aby przejść do właściwych treningów biegowych potrzeba jest ponad roku przygotowań aby wzmocnić ciało i przygotować się do obciążeń jakie towarzyszą bieganiu. Nie ma też mowy o poprawie szybkości, bicia rekordów czy wreszcie uniknięcia kontuzji bez treningów obwodowych. W listopadzie mija mi właśnie rok od podjęcia dodatkowych treningów a jednak za szybka chęć sprawdzenia swoich możliwości okazała się dla mnie zgubna i takie szybkie biegi jak majowy
Bieg Łabędzi w Ścinawie lub czerwcowy Bieg Kopernika w Lubinie  mają swoje konsekwencje do dnia dzisiejszego.
    Suplementy, które przyjmuję a o których pisałem tutaj, mogę powiedzieć, że działają korzystnie. Witaminy są super, dzięki nim udało mi się uniknąć zarażenia się infekcjami, które nękały moje dzieci a były i w domu zastrzyki, przeziębienia i typowe "smarkanie" jak na porę jesienną przystało. W najbliższym czasie zaszczepię się na grypę co czynię rok w rok.
  Aktualnie witaminy na dzień i na noc zmieniłem na takie:
Od poprzednich różnią się przede wszystkim tym, że łatwiej je połknąć gdyż kapsułka jest dwa razy mniejsza.
    Natomiast stawy smaruję tym:


Od poprzedniego "smaru" różni się tym, że są to kapsułki a nie proszek do rozrabiania w wodzie.

REALIZACJA CELÓW

Cele jakie na ten rok sobie wyznaczyłem nie były tu jednoznacznie określone. Oczywiście celem było ukończenie programu biegowego od zera do 45 minut ciągłego wysiłku, później godziny. Gdy spokojnie byłem w stanie biegać 10 km non stop zrodził mi się plan aby w tym dystansie pokonać barierę 50 minut. W między czasie pojawiły się już tzw. dłuższe wybiegania - najdłuższe 16,5 km 11 września 2016. Wreszcie całkowitym zaskoczeniem był trening z 27 września b.r. kiedy to udało mi się pokonać barierę 50 minut na 10 km:


Skutkiem tego biegu był nawrót bólu w okolicach piszczeli lewego podudzia i w konsekwencji ratunkowa wizyta w salonie masażu, u Przemka Januchty w Lubinie. Link do strony gabinetu masażu Tutaj. Przemek jest zawodowym biegaczem więc naprawdę może pomóc, polecam.

Nie dając za wygraną i dalej drążąc przysłowiową skałę zakupiłem tzw. roller 
Roller czyli piankowy wałek do masażu, to przyrząd będący świetnym uzupełnieniem ćwiczeń regenerujących po treningu. Masowanie napiętych mięśni za pomocą wałka rozluźnia je, poprawia ich elastyczność i kurczliwość

Na te chwilę rollowałem się dopiero dwa razy i jest za szybko aby napisać o efektach. Mogę natomiast powiedzieć, że rolowanie nie jest takie proste a na pewno nie jest przyjemne.
Ze spraw bieżących to by było chyba na tyle. W następnym artykule napiszę jak mi poszło w moim pierwszym biegu Barbórkowym w którym brałem udział właśnie dzisiaj 16 października.


sobota, 16 lipca 2016

Przerwa w bieganiu ciąg dalszy czyli kontuzja :-(

Witam ponownie, ostatnio pisałem świeżo po Biegu Kopernika i już wtedy przedstawiłem problem z którym borykam się do dnia dzisiejszego.
  W niedługim czasie po biegu postanowiłem udać się jednak po poradę do ortopedy, który stwierdził przeciążenie i przepisał mi do łykania jakieś enzymy. W między czasie wsmarowałem w nogę ze dwie tubki maści na kontuzję. Takich maści jest całkiem sporo w aptece, pewnie dla każdej firmy farmaceutycznej jest obciachem nie mieć co najmniej kilku takich maści w swojej ofercie ;-)
Tak więc łykałem, smarowałem i czekałem. Szesnaście dni po Koperniku postanowiłem sprawdzić czy jestem już w stanie biegać i 27.06.2016 przebiegłem ponad 5 km bardzo powolnym tempem i jednoznacznie stwierdziłem, że dalej nie jest dobrze ;-(  Po raz kolejny udałem się więc do ortopedy. Zdjęcie RTG nie wykazało tzw. złamania przeciążeniowego a diagnozę jaką otrzymałem to: zapalenie okostnej.  


Objawy
Tkliwość i uczucie sztywności, często zdecydowany ból, występują wzdłuż bocznej krawędzi kości piszczelowej w okolicy jej 1/3 dolnej. Ból nasila czynne zginanie grzbietowe stopy wbrew oporowi oraz bierne zginanie podeszwowe.
 
            Bardzo fajnie problem z którym się borykam opisany jest w poniższym artykule:
                                 http://bieganie.pl/index.php?cat=25&show=1&id=939
 
    Obecnie jestem po pierwszym tygodniu rehabilitacji. Właściwie są to dwa zabiegi:
 
Fonoterapia

Laseroterapia
 


Jest lekka poprawa. Po dzisiejszym treningu Cardio , przebiegłem bardzo ostrożnie 2 km po bieżni i co prawda jeszcze czuje niewielki ból ale liczę na to ,że idzie ku dobremu.
Wszak jeszcze jeden tydzień zabiegów przede mną.

Po dzisiejszym treningu idąc za poradą trenerki z klubu zakupiłem trzy specyfiki. Nie są one pewnie niezbędne gdyż jak do tej pory takich nie używałem, ale będąc otwarty na nowe możliwości jakie daje nam rynek postanowiłem spróbować. Tak więc od jutra do swojej diety dorzucam następujące suplementy:


  Witaminki :-)

Są to aminokwasy do stosowania przed i podczas treningu.


Ten specyfik ma ponoć dobrze "smarować" stawy.

 
 
 
 
 

Jak będzie jakaś zmiana po zastosowaniu powyższych dam znać. Tym czasem głód biegania rośnie niemiłosiernie i tylko pozostałe aktywności sportowe równoważą i utrzymują moją wydolność fizyczną i psychiczną na dobrym poziomie !

 
 

      
 
 


 

niedziela, 5 czerwca 2016

I Bieg Kopernika w Lubinie i przerwa w bieganiu :-( - 04.06.2016

04.06.2016 odbył się I Bieg "Kopernika". Wydarzenie zorganizowało I Liceum Ogólnokształcące, którego patronem jest słynny, polski astronom. W biegu wzięli udział zarówno uczniowie szkoły, jak osoby spoza placówki.
Okres poprzedzający sam bieg był dla mnie okresem dziewięciodniowej rekonwalescencji ze względu na ból mięśni łydki pod  lewym piszczelem. Trudno powiedzieć co jest przyczyną tego stanu rzeczy bo przecież nie biegam dużych dystansów. Zapewne jest to jakieś przeciążenie :-(  W  biegu "Kopernika" zdecydowałem jednak wziąć udział, bowiem miałem nadzieję, że kontuzja dobiega już końca.
  Sam bieg był króciutki i jak organizator zapewniał dystans biegu to 4100 m, niemniej jednak GPS w zegarku pokazał troszkę mniej. Przerwa w bieganiu zrobiła swoje, niestety bieg ten przypłaciłem ogromnym wysiłkiem. Cóż aby biegać to trzeba biegać :-)
   Sam bieg wg. moich obliczeń o dystansie 3,98 km pokonałem w czasie 17m:52s ze średnią prędkością 4:29 m/km.  Pozytywny aspektem biegu było wyliczenie Endomondo poprawiające 12-minutowy test z czasem 2,72 km.
    Po biegu było już tylko gorzej, noga rwała mnie przez cały dzień bez względu na to czy chodziłem czy nie. Z samym chodzeniem też mam problemy. Jednym słowem najbliższe plany biegowe jestem zmuszony zawiesić na bliżej nie kreślony czas (minimum na dwa tygodnie lub więcej). Ratuje mnie to ,że mogę czynnie uprawiać inne dyscypliny tj. basen, aerobik, rowerek itp. Nie mogę natomiast uprawiać dyscyplin wymagających stąpania całym ciężarem ciała na nogę. Skupię się więc w tym czasie na  wspomnianym rowerku oraz siłowni. Obawiałem się momentu kontuzji i masz babo placek :-(
 
Z biegu "Kopernika" :
I ruszyliśmy :-)

Razem z bratem, który startuje chyba we wszystkich biegach w promieniu 50 km od Lubina.

Kolejny piękny medal do kolekcji. 


Trasa i króciutka analiza z biegu.


poniedziałek, 16 maja 2016

I Bieg Łabędzi w Ścinawie - 08.05.2016

 08.05.2016 to mój drugi udział w zawodach, tym razem padło na I Bieg Łabędzi w Ścinawie. Organizator zapowiadał bieg na 10 km, ostatecznie wyszło jednak dokładnie 8,67 km. Tego dnia (niedziela) pogoda dopisała. Można by powiedzieć, że było wręcz gorąco. Trudno mi powiedzieć czy odczuwałem stres, myślę ,że raczej ciekawość. Nie wiedziałem jak mi pójdzie bo przecież dystans prawie 9 km a więc troszkę więcej niż w poprzednim Biegu Papieskim (6 km 300 m).
  Do Ścinawy przyjechałem razem z żoną i dziećmi, co jak się okazało było dobrym pomysłem ponieważ organizacja tego biegu była bardzo dobra. Można by rzec, że to taki mały festyn. Były zabawy dla dzieci, grill, kawa itp. tak więc rodzinka się nie nudziła. Na miejscu okazało się, że są nawet natryski z których można skorzystać po biegu. Byłem wcześniej, spokojnie więc odebrałem pakiet startowy tj. koszulkę, numer, oraz butelkę z wodą.
    W oczekiwaniu na bieg rozpocząłem rozgrzewkę, w miedzy czasie pojawił się mój brat, który w odróżnieniu ode mnie aby odebrać swój pakiet startowy musiał odstać swoje w sporej już kolejce. Po części powitalnej rozległ się strzał rozpoczynający bieg. Pomysłu na bieg oprócz tego aby w ogóle pokonać ten dystans raczej nie miałem. Gdzieś w okolicach 4 km jakaś wewnętrzna wola walki spowodowała jednak ,że trzeba przyspieszyć i to już nie była zabawa ale raczej walka o przetrwanie :-) Co sił w nogach zbliżałem się do mety gdzie czekała na mnie kibicująca mi rodzinka.
Bieg ukończyłem w czasie 39,53 ze średnim tempem 4:36 min/km.
  
       
                  
       

piątek, 29 kwietnia 2016

III Bieg Papieski - mój debiucik :-) - 24.04.2016


24.04.2016 Wziąłem udział w moim pierwszym biegu.
Była to już trzecia edycja Biegu Papieskiego jaki organizowany był w Lubinie. 
Dystans 6300 pokonałem w czasie 28 minut i 25 sekund. W biegu wzięło udział 1700 biegaczy, a ja na metę dobiegłem jako 224 :-) Krótko mówiąc wspaniały bieg, który ukończyłem mocno zmęczony ale jakże szczęśliwy.

Rozgrzewka przed biegiem:



Wsparcie rodzinki:

Radości po biegu nie było końca:

 
                                   













                                       Wspólna fotka z bratem i ten piękny medal !
 
                                           

                                   




niedziela, 17 kwietnia 2016

Treningi biegowe pod chmurką (nareszcie) - 04.2106

Pisząc ten post aż trudno mi uwierzyć, że ostatnim razem publikowałem tu coś pod koniec stycznia, a przecież tyle się w tym czasie wydarzyło. Zacznę od tego ,że rozpocząłem biegać już na dworze. Aktualnie moje treningi przybrały mniej więcej taki cykl tygodniowy:
2 x basen, 2 x bieganie, 1 x trening w klubie (mix lub cardio), 1 x siłownia. Bieganie na zewnątrz poprzedziłem zakupem kolejnej pary butów z rodziny Asicsa:


Asics Gel GT 1000. Buty z przeznaczeniem na teren twardy, głównie asfalt. Tak więc jedną parę mam do treningów w klubie i na siłowni a tę do biegania po mieście. W krótkim czasie planuje zakup trzeciej pary butów do biegania w terenie. Do zakupu butów dobrałem jeszcze troszkę ubrań biegowych i jak już widzę na tym się chyba nie skończy.
   Pewnie, że można biegać w jakichś zwykłych dresach, jednak obecnie rynek ma do zaoferowania tak fajną odzież biegową jak np. koszulki odprowadzające pot, skarpetki kompresyjne i wiele innych, że grzechem byłoby z tego nie skorzystać.

                    Moje pierwsze bieganie po Lubinie wyglądało następująco:

                               


      Tym samym trudno mi się na razie odnieść do tych wyników, raczej na tę chwilę nie są one jeszcze chyba tak istotne. Teraz najważniejsze wydaje się dalsze budowanie formy, powinienem robić dłuższe - oczywiście odpowiednie do moich obecnych możliwości wybiegania. 

Tabela z pierwszych pięciu biegów, która jest wyżej, okraszona była naprawdę ciężką pracą. Większość treningów odbywa się po pracy w godzinach wieczornych, co powoduje zaniedbywanie domowych obowiązków oraz częste zmęczenie. Gdyby sport nie uzależniał pewnie dziś nie pisałbym tego posta. 


Dodatkową motywacją są koledzy dla których sport stał się sposobem na życie, a aplikacja Endomondo gdzie można podglądnąć ich aktywności  mobilizuje do tego aby ruszyć się na kolejny trening.