A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

niedziela, 28 listopada 2021

A Ty jakim biegaczem jesteś ?

    W sporcie jak w życiu, jedno się kończy a inne się zaczyna. Mam tu na myśli pewne etapy przez jakie my amatorzy musimy przejść. 
  Do wszystkiego dochodzimy sami z większymi lub mniejszymi sukcesami. Na swojej drodze napotykamy różne przeciwności losu. Kto bowiem nie miał kontuzji niech pierwszy "rzuci kamień" Z biegiem czasu stajemy się jednak coraz bardziej sprawniejsi, pojawiają się starty w pierwszych zawodach. A ,że jesteśmy ambitni, chcemy pobijać swoje rekordy życiowe. Jednym słowem nabieramy większego doświadczenia. 
 
       Całą swoją sportową drogę - drogę biegacza 😉, można podzielić na pięć etapów. Są one doskonale opisane przez Jeffa Galloway w jego autorskiej książce. Pozwolę sobie pokrótce odnieść się do nich, prześwietlając na ich tle samego siebie. Wydaje mi się, że każdy z nas musi ! przejść przez te wszystkie etapy co jest naturalną sprawą i pojawia się samoistnie wraz z upływem czasu. Prędkość z jaką przechodzimy przez te etapy i czas jaki poświęcamy każdemu z nich to bardzo indywidualna sprawa, zależna m.in. od wieku, uwarunkowań fizycznych, relacji rodzinnych, spraw zawodowych i wielu, wielu innych czynników z jakimi przychodzi nam się mierzyć w codziennym życiu. Czytając liczne fora na Facebooku, bardzo często spotykam tam posty osób, które skaczą w sposób bardzo chaotyczny po tych pięciu szczeblach owej drogi i nie są jeszcze zdecydowane po której stronie mocy chcą być 😊  Przejdę zatem do etapów w których już byłem, zatrzymując się  nieco dłużej na ostatnim z którym wiąże moje najbliższe lata.

POCZĄTKUJĄCY (rok 2014)
  Tego momentu nie zapomnę nigdy, głównie przez błędy jakie popełniałem na początku. Z perspektywy czasu, uważam  jednak, że było nawet ciekawie i zabawnie 😁 Wszystko to już opisałem kiedyś: TU

ENTUZJASTA
     Na tym etapie czułem się już znacznie pewniej. Poznawałem "nowy świat" i coraz bardziej  uzależniałem się od aktywności sportowej. Miewałem różne kontuzje, ale nie do końca umiałem zidentyfikować przyczyny ich powstawania. Powoli też zaczynałem odczuwać potrzebę rywalizacji.

ZAWODNIK
     Tutaj brałem wszystko jak leciało. Częste udziały w zawodach powodowały chęć polepszania swoich rekordów życiowych. Zastanawiałem się nad konkretnymi rozwiązaniami treningowymi mającymi na celu przybliżenie mnie do tych rekordów. Jednym słowem zacząłem się dość szybko uczyć zasad i reguł jakie musiałem spełniać podczas swoich treningów. Na swój sposób stałem się expertem i wydawało mi się, że już wiem naprawdę dużo. Przyjemność z biegania, często ustępowała jakiejś niezdrowej rywalizacji o bycie coraz lepszym i jeszcze szybszym biegaczem. Dochodziło do długotrwałego zmęczenia i momentów długiej stagnacji. Po prostu i nie rozumiałem stanu do jakiego się doprowadziłem. Dopiero potem poznałem wcześniej nieznany mi termin - przetrenowanie.

SPORTOWIEC
    Coraz mocniej interesowała mnie jakość treningów. Chciałem być bardziej profesjonalny i odpowiedzialniej wyznaczać swoje plany startowe. Potrzebowałem do tego jakiegoś nowego impulsu w efekcie czego nawiązałem odpłatną współpracę z trenerem biegania. Bardzo restrykcyjnie podszedłem do realizacji rozpisywanych mi treningów. Wskoczyłem na tzw. wyższy lewel 😉 Nauczyłem się, pewnych zasad, które z czasem zaowocowały większymi prędkościami jakimi mogłem biegać oraz  nowymi rekordami życiowymi na których przecież tak bardzo mi zależało. O początkach mojej współpracy z trenerem biegania możecie poczytać: TU

BIEGACZ
           Mijały dwa lata ciężkiej pracy pod okiem trenera a ja powoli czułem, że czas na zmiany. Miałem już za sobą te wszystkie wcześniejsze etapy i potrafiłem racjonalnie ocenić w jakim kierunku powinienem dalej iść. Swoje przemyślenia w tym temacie, również spisałem w jednym ze swoich artykułów: TU
 Obecnie ważniejsza dla mnie jest swojego rodzaju równowaga pomiędzy życiem rodzinnym, treningami a współzawodnictwem. Coraz bardziej zacząłem doceniać spokój i refleksję jakie towarzyszą mojemu samotnemu bieganiu, więc swój udział w zawodach również mocno ograniczyłem.      W zasadzie planuję zrezygnować ze startów ulicznych do absolutnego minimum na konto tych bardziej crossowych lub biegów górskich.  Rekordy życiowe jak się jeszcze pojawią z pewnością będą miłym zaskoczeniem. Tym czasem całą swoją radość chcę przekierować nie na rywalizację ale na czystą przyjemność jaką daje bieganie, oraz cała moja aktywność sportowa.
      Już teraz odkryłem nowy i bardzo ciekawy sposób na swoje trenowanie, bez tzw. spiny, co pozwala  mi na bardziej elastyczne i zupełnie nowe podejście, jakże inne niż do tej pory praktykowane. Ale o tym szerzej napiszę za parę miesięcy 😖 

sobota, 27 listopada 2021

Tropem Wilczym w Łowiczu - 15.08.2021



       Nic tak nie cieszy biegacza  jak pobijanie własnych rekordów życiowych  Ostatnie, rekordowe 5 km ,wpadło ponad 16 miesięcy temu.

    Wówczas miałem komfort pogodowy, bowiem kwietniowy poranek i twarda nawierzchnia, były świetnymi warunkami do biegu na pełnej petardzie
      Dzisiaj natomiast przy upale sięgającym prawie 30 °C
i starcie o godzinie 12:30 na trasie w dużej części piaszczystej, wytyczonej wzdłuż rzeki Bzury, nie spodziewałem się aż tak dobrego czasu i miejsca.

     Dystans 5 km pokonałem wpierw jako rozgrzewka i już wtedy, tętno  szybowało bardzo wysoko  Wypiłem trochę minerałów ,zjadłem ciastko, porozciągałem się, zrobiłem parę przebieżek i tak przygotowany, stanąłem 4 minuty przed czasem na starcie.
     Pierwszy kilometr w granicach 3:40 szybko przywołał mnie do porządku, gdyż zdecydowanie nie jest to moje tempo startowe  ale pozwoliło mi zająć dość dobrą pozycję na czele
   Taki obrót spraw (choć oczywiście zwolniłem) utrzymał się aż do 3 km, gdzie udało mi się wyprzedzić 2 zawodników, którzy ewidentne słabli  Na horyzoncie widziałem znikające 2 osoby i za mną po chwili też już nikogo nie było. Zbiegłem z drogi polnej na chodnik i wtedy dałem już z siebie wszystko, uzyskując swoje maxymalne  tętno HRMax - czyli ponad 180
Ostatecznie na 135 startujących, byłem 5 open i pierwszy w swojej kategorii wiekowej , choć tu nagród nie było.
Kolejny RŻ pobity o 21 s ,cieszy i motywuje do dalszej pracy  nad sobą


                                          

niedziela, 22 sierpnia 2021

Tatra Trail - 24.07.2021

           Czasem warto zerknąć na kalendarze  biegowe , ponieważ, może okazać się, że w miejscu gdzie będziecie na urlopie, są organizowane jakieś fajne zawody Tak było akurat w moim przypadku i żal było nie skorzystać
      Podczas Tatrzański Festiwal Biegowy - Tatra Sky Marathon, Tatra Trail liznąłem troszkę biegania z pięknymi widokami na Tatry. Częściej po górkach jednak wędruję . Chwilę po tych zawodach zdobyłem nawet Rysy, ale bieganie w takich „klimatach” to zupełnie inna bajka   


Załączam troszkę fotek, wraz z krótkim filmikiem na końcu:

  

Profil trasy



                     


Na trasie





                                                        













środa, 18 sierpnia 2021

Rajd Kotliny Turoszowskiej - 19.06.2021

 

   Dwa lata po udziale w Sudeckiej Żylecie, po raz kolejny zaiskrzyła w nas chęć udziału w pieszym rajdzie długodystansowym
     Tym razem wybór padł na 2. Rajd Kotliny Turoszowskiej ze startem w Bogatyni. Nasz skład, powiększył się jednak o naszego syna Mateusza. Czekało nas ponad 60 km marszu i 1200 m przewyższeń 😱
   Start o 6.00 rano, napawał nas nadzieją na sprawne pokonanie trasy co już po kilkunastu kilometrach zostało szybko zweryfikowane przez piekielnie, palące słońce  i temperaturą powyżej 30 stopni 
   Zaczęła się walka o przyżycie  a głównie ze swoimi słabościami i doprowadzeniem swoich organizmów do granic wytrzymałości. Trasa bardzo uroizmaicona, choć z oznaczeniami mogłoby być zdecydowanie lepiej. Nas ratował ślad gpx wgrany do zegarka a jednak z powodu zmęczenia i nam udało nadrobić się trochę więcej km  niż wynosił oficjalny dystans. 

 Na 200 osób startujących, około 30 nie ukończyło rajdu z powodu skrajnych warunków pogodowych i wbrew pozorom, dość wymagającej trasy. Zapisująć się na ową imprezę, doskonale wiedzieliśmy na co się decydujemy i tym bardzie satyfakcja z ukończenia rajdu była ogromna
    Wspieraliśmy się wzajemnie i chyba tylko to nas ratowało bo ostatnie kilometry od "pasa startowego" (tego na zdjęciu obok) pokonaliśmy z nadludzkim wysiłkiem. Trudno było nam uwierzyć jak bardzo może dłużyć się finisz  Na sam koniec muszę przyznać, że pod względem organizacyjnym, pomijając kolor wstążek - których ze zmęczenia czasem nie było widać, organizatorzy stanęli na wysokości zadania  Było dużo wody, batonów i owoców a posiłek główny (również na trasie) w postaci bigosu i grochóweczki (kto co wolał) to istna wisienka na torcie
     Po trasie jeździli na quadach ratownicy medyczni a na miejscach bardziej dostępnych kursowała karetka i można było dodatkowo zaopatrzyć się w wodę.
       I jeszcze chcę podziękować za to co było na początku - czyli za pakiet startowy.
Nie jedni organizatorzy biegów, powinni się od Was uczyć -  pełna profeska 

             Poniżej wstawiam parę fotek z samej Bogatyni w której pojawiliśmy się dzień wcześniej aby nabrać sił i na spokojnie stawić czoła tej trudnej trasie.





     Natomiast w tym miejscu zapraszam do mojej relacji filmowej gdzie można poczuć klimat i chociaż chwileczkę  te emocje oraz ogromny wysiłek jaki tego dnia odczuwaliśmy.