A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

czwartek, 23 lutego 2017

Najważniejsze to się nie poddawać.... 12.2016/01.2017

Witam serdecznie. Tytułowe "Najważniejsze to się nie poddawać..." odnosi się do sytuacji w jakiej aktualnie się znajduję. Bo tak to już chyba w życiu bywa, że jak już idzie dobrze to zawsze się coś spieprzy :-( Po jednym z zimowych biegów zmuszony byłem do ponownego zaprzestania biegania z powodu bólu piszczela - prawdopodobnie zapalenie okostnej ,tym razem dla odmiany trafiło na nogę prawą. Po tym jak podobną przypadłość z lewą nogą którą już kiedyś przechodziłem a opisałem tutaj nawet nie fatygowałem się do lekarza. Szkoda do tego wracać a moje bieganie szlak trafił. Jakby tego było mało, aktualnie jestem chory i biorę antybiotyki. Forma biegowa = zero :-( Cóż jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Tak więc na bieganiu świat się nie kończy więc aby nie być gołosłownym,
                                                 
       grudzień 2016 wyglądał tak:
               
,natomiast styczeń 2017 wyglądał tak:
Luty będzie raczej pod znakiem regeneracji z powodu wspomnianych dolegliwości.
Jednym z nowszych treningów na które zacząłem uczęszczać to Spinning - krótko mówiąc taki grupowy wyścig kolarski tyle ,że w sali z głośną muzyką i pod dyktando prowadzącego. Powiem szczerze ,że można się przy tym naprawdę solidnie spocić. Kto nie był na spinningu temu naprawdę polecam tę aktywność. Poniżej zdjęcia z sali na której odbywają się te zajęcia oraz model roweru jakie są tam na wyposażeniu.
 

Całkiem przypadkowo wyczytałem w Internecie, że w Lubinie odbędzie się taki challenge na trenażerze.

Pomyślałem sobie ,że skoro mam już parę sesji spinningowych za sobą jak i również sam rowerek stacjonarny nie jest mi obcy, bo ten z reguły jest częścią mojego treningu w klubie to czemu nie spróbować ?
Tak więc 20.01.2017 stawiłem się w jednym ze sklepów gdzie owa zabawa się odbywała i wystartowałem !



Krótka rozgrzewka
Ciężki wysiłek
I upragniona meta :-)

Klasyfikacja na dany moment


Wyścig odbywał się przed monitorem komputera gdzie wyświetlana była trasa po której jechałem a silnik trenażera sterował obciążeniami symulując ukształtowanie terenu. To było bardzo fajne doświadczenie i swojego rodzaju epizod w moim życiu bowiem nie prędko będę miał okazję coś takiego powtórzyć.
Kończąc już, mam nadzieję na szybki powrót do zdrowia i rychłe rozpoczęcie treningów. Następny wpis mam nadzieję umieścić już po jakichś wiosennych zawodach biegowych.



3 komentarze:

  1. Grunt to pozytywne nastawienie! Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz ! Nie sądziłem ,że ktoś tu zagląda he he Aktualnie kontuzja odpuściła, wróciłem do "gry". Dzisiaj 12 km i wysyp pozytywnych endorfin. Jestem dobrej myśli :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Tomek. Czy mam kciuki za twoją formę. Mam nadzieję, że półmaraton ci wypali. Fajny blog. Życzę zdrowia i fajnych wyników. Może spotkamy się na jakimś biegu. Bartek

    OdpowiedzUsuń