Nic tak nie cieszy biegacza
jak pobijanie własnych rekordów życiowych
Ostatnie, rekordowe 5 km ,wpadło ponad 16 miesięcy temu. Wówczas miałem komfort pogodowy, bowiem kwietniowy poranek i twarda nawierzchnia, były świetnymi warunkami do biegu na pełnej petardzie 



Dzisiaj natomiast przy upale sięgającym prawie 30 °C 





i starcie o godzinie 12:30 na trasie w dużej części piaszczystej, wytyczonej wzdłuż rzeki Bzury, nie spodziewałem się aż tak dobrego czasu i miejsca.
Dystans 5 km pokonałem wpierw jako rozgrzewka i już wtedy, tętno
szybowało bardzo wysoko
Wypiłem trochę minerałów ,zjadłem ciastko, porozciągałem się, zrobiłem parę przebieżek i tak przygotowany, stanąłem 4 minuty przed czasem na starcie.
szybowało bardzo wysoko
Wypiłem trochę minerałów ,zjadłem ciastko, porozciągałem się, zrobiłem parę przebieżek i tak przygotowany, stanąłem 4 minuty przed czasem na starcie. Pierwszy kilometr w granicach 3:40 szybko przywołał mnie do porządku, gdyż zdecydowanie nie jest to moje tempo startowe
ale pozwoliło mi zająć dość dobrą pozycję na czele 
ale pozwoliło mi zająć dość dobrą pozycję na czele 
Taki obrót spraw (choć oczywiście zwolniłem) utrzymał się aż do 3 km, gdzie udało mi się wyprzedzić 2 zawodników, którzy ewidentne słabli
Na horyzoncie widziałem znikające 2 osoby i za mną po chwili też już nikogo nie było. Zbiegłem z drogi polnej na chodnik i wtedy dałem już z siebie wszystko, uzyskując swoje maxymalne
tętno HRMax - czyli ponad 180
Na horyzoncie widziałem znikające 2 osoby i za mną po chwili też już nikogo nie było. Zbiegłem z drogi polnej na chodnik i wtedy dałem już z siebie wszystko, uzyskując swoje maxymalne
tętno HRMax - czyli ponad 180
Ostatecznie na 135 startujących, byłem 5 open i pierwszy w swojej kategorii wiekowej
, choć tu nagród nie było.
, choć tu nagród nie było.Kolejny RŻ pobity o 21 s ,cieszy i motywuje do dalszej pracy 
nad sobą 

nad sobą 





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz