A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

A tutaj właśnie wylewam siódme poty.

niedziela, 13 grudnia 2015

Jak niewłaściwie zacząłem biegać - 08.2014

Sierpień 2014  to  był moment prawdziwego przebudzenia. Tak więc postanowione - zaczynam biegać. Promocja "rewelacyjnego" obuwia z Lidla przypieczętowała tę decyzję.


Jeszcze tylko szybki wypad do sklepu sportowego po jakieś krótkie spodenki i profesjonalne skarpetki biegowe (od razu dwie pary) i wydaje się ,że można wyruszyć w teren. Acha, nie wspomniałem jeszcze o koszulce bo akurat miałem takie piękne od swojego pracodawcy i to nawet oddychające. Najważniejszy gadżet to etui na rękę do schowania telefonu i już jestem w lesie, jest cudownie, czuję moc w głowie i o dziwo niemoc w nogach. Biegnę do przodu i w głowie mi tylko cos podpowiada: "run forrest run!" Po drodze mijam rasowych biegaczy, pozdrawiam ich serdecznie i jestem , jestem już biegaczem, to było takie proste (i takie głupie). Pot zalewał mi oczy, generalnie pot lał mi się z każdej strony ale widocznie tak miało być. Następnego dnia amputowali mi nogi albo w nocy jakaś zła wróżka uszkodziła moje mięśnie. To były oczywiście zakwasy. Fascynacja bieganiem szybko wkroczyła w nowy etap czyli powalczyć o jakiś fajny dystans. Muszę powiedzieć, że za każdym razem kiedy szedłem biegać było już całkiem fajnie. Lata pływania działały tu na plus, wydolność płuc spora, zero zadyszki, pot o którym wspomniałem to takie nowe doświadczenie ale w basenie przecież tego nie czułem. Po 8 razie moje bieganie się skończyło. Uszkodzone kolano, naderwane ścięgno Achillesa, wizyta u ortopedy, zdjęcia RTG i koniec mojej kariery biegacza. Trudno, nie dla mnie bieganie , nie nadaję się, przynajmniej spróbowałem. Na pamiątkę tamtego krótkiego epizodu zostały tylko wpisy na Endomondo wraz z rekordem życiowym.



Czy kiedyś nastąpi we mnie kolejne przebudzenie ? Te pytanie było bez odpowiedzi aż do listopada tego roku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz